Trudne początki wielkiej mechanicznej miłości
Myślę, że początki bywają zawsze trudne czy to w miłości czy to w pisaniu od siebie dla siebie, ale raczej wypadałoby się na tych początkach przedstawić. Mam na imię Zuzanna i jestem jedną z ogromu osób żyjących na tym świecie. Co ja tu w ogóle robię i dlaczego to robię? To są najważniejsze pytania, na które także powinnam odpowiedzieć. Zacznę od samych początków.
Jestem dziewczyną, na której liczniku na życiowej desce rozdzielczej wybił dwudziesty rok życia. Pochodzę z bieguna zimna - Suwałk, mianowicie małej miejscowości położonej na lodowatej Suwalszczyźnie. Moje życie zrobiło się dosyć skomplikowane od momentu, gdy mając 1,5 roczku wypowiedziałam przy rodzinie i znajomych na głos słowo "kurwa". I właśnie tym sposobem możecie snuć dalej swe rozważania na temat mojej osoby, dzięki tej bardzo istotnej wskazówce. I od tamtego pięknego słowa, moje życie zaczęło stawać się coraz to bardziej osobliwe. W podrosłej już, 5 letniej dziewczynce nie ma zazwyczaj nic ciekawego, prócz zadziwiającego faktu, że chodząc z tatą na spacery za rękę i wskazując palcem, potrafiła wymienić wszystkie modele mijanych przez nią samochodów. I tutaj już zaczęło dziać się coś niepokojącego. Rosnąca Zuzia zaczęła zbaczać z drogi usłanej różowymi atłasami, domkami dla lalek i jednorożców. Zaczęła zadawać się z płcią męską, rozrabiając po osiedlach i ganiając jak równy z równym. Nie w głowie mi było malowanie paznokci, kosmetyki, noszenie szpilek mamy po kryjomu. W mojej głowie kłębiły się myśli o charakterze raczej męskim, a podam jako przykłady: wspinanie się po drzewach, skakanie po dachach, jazda na desce, a co najbardziej istotne - samochody. Pierwsze moje obcowanie z motoryzacją ziściło się za sprawą żółtego Fiata 126p ... Przepraszam! Broń Boże, nie żółtego, a w kolorze Giallo Taxi ( tak, Kuba, pamiętam : ) Za sprawą właśnie ów mini pojazdu, po raz pierwszy dane mi było prowadzić samochód. I do tego nie byle jaki! Pamiętam te krople potu na czole Kuby, jego dłoń kurczowo ściskająca pas i uchwyt pod sufitem. Pamiętam to wszystko i nigdy nie zapomnę, że we mnie nie wierzyłeś! : ) Pierwszy raz w Maluchu charczącym tak, jakby miał zgasnąć, skrzynia wypluwająca biegi z zębatek i ogólnie całego harmideru telepiącego się, PRL-owskiego wnętrza byłam najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. I wtedy pierwszy raz poczułam, że to jest właśnie to. Narastało we mnie uczucie euforii, rozpierającej moją klatkę piersiową, zdenerwowania tym, że muszę ruszać jednocześnie nogami i rękoma - i to jeszcze w lewo i to drugie, damskie lewo! Pokochałam to od pierwszego przejrzenia się w żółtym lakierze, od potarcia dłonią kierownicy, od wciskania na chama ssania, jak on nie patrzył. Dobra, wiem, wiem, przepraszam, nie wolno. Od tamtego momentu odwiedzałam i Kubę i żółtego Fiacika w garażu, ale nie poprzestałam na radości z jazdy. Napadł mnie w pewnym momencie marazm, uczucie zawodu. Dlaczego? Patrzyłam dzień w dzień jak 126p jest rozkręcany, przewody przełączane, hamulce zdejmowane... Patrzyłam na wszystko to jak zaczarowana, na coś czego nie rozumiałam. Czegoś we mnie brakowało i coś pragnęło dowiedzieć się, co się właściwie na moich oczach dzieje. Mój cierpliwy nauczyciel postanowił wziąć mnie pod swoje skrzydła i zacząć uczyć o tym co zaczęłam kochać co prawda, ale niestety nie rozumieć. Chodziłam po garażu jak małe, upierdliwe dziecko, tykając wszystko co się dało, biorąc każdą rzecz do rąk czy to klucz od kół, czy to przewody do pompy paliwowej, zużyte świece i klucze. Pokazywałam na wszystko palcem, domagając się informacji na temat danego przedmiotu, ,,Co to robi?" i ,,Gdzie to siedzi?". Boże, jaka ja musiałam być denerwująca - moje kondolencje Kubuś : ) Wszystko powoli zaczęło mi się rozjaśniać. Zaczęłam używać słów takich jak "świeca; pompa paliwowa; pasek klinowy; wałek rozrządu; dwusuw; czterosuw" i oczywiście moje ulubione jak dotąd- dyferencjał. To słowo jest przepiękne, nieprawdaż? Tak, jest. Od kiedy zaczęłam przyswajać wiedzę, zaczęłam się nią posługiwać w męskim gronie. Zaczęłam operować nazwami modeli samochodów, seriami, modelami silników, które już potem, sama pod naporem ciekawości zaczęłam przyswajać. Czułam się dumna, z tego co się nauczyłam, że wiem więcej niż przeciętny człowiek, a co najważniejsze dziewczyna. Dziewczyna zakochana w samochodach? Nie, to przecież nie istnieje. A jednak. I postaram się nakreślić moją dalszą historię, jak to jest być Petrolheadem w dzisiejszych czasach :)

Bardzo fajna historia poczatkow Twojej pasji do motoryzacji. Czekamy na wiecej.
OdpowiedzUsuń